Boho pop-up store w Warszawie. Wywiad z Małgosią Bochenek.

Mysia 3 w Warszawie to adres bardzo dobrze znany miłośnikom mody, dobrego designu i fotografii. Miesiąc temu swój butik otworzyła tam Małgosia Bochenek. BOHO to marka odzieżowa, którą wyróżnia niepowtarzalny styl, kwiatowe wzory i naturalne materiały.

Z Małgosią spotykam się w jej pracowni w Krakowie. Przychodzi z dwójką synów, zachwyca mnie swoją naturalnością. BOHO jest niezwykłe, bardzo różni się od innych sklepów, bo Małgosi nie tylko chodziło o miejsce, gdzie można sprzedawać ubrania, ale również o przeniesienie w świat, który jest dla niej inspiracją i oddaje klimat, w którym tworzy swoje projekty. Myślę, że sukces Małgosi tkwi w jej prawdziwości, BOHO jest dokładnie takie jak Małgosia: naturalne, trochę vintage i trudne do podrobienia, bo Małgosia ma swój jedyny i niepowtarzalny styl.

Na co dzień ubrania BOHO można kupić na stronie internetowej marki oraz w pracowni w Krakowie. Warszawa pojawiała się już nie raz na zawodowej drodze Małgosi, bo jak sama mówi najwięcej klientek ma właśnie w stolicy. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Małgosia podjęła decyzję o otwarciu pop-up store w Warszawie.

Jakie słowo najlepiej określa markę, którą tworzysz od 7 lat?

Naturalność.

Czy to oznacza, że w BOHO znajdziemy tylko ubrania z naturalnych tkanin?

Tak, głównie z bawełny.

Przez pierwszy rok ubrania były szyte tylko i wyłącznie z tkanin recyklingowych. Tak powstały bluzy, które są sztandarowym produktem BOHO i do dzisiaj są bestsellerem. Potem pojawiły się torby, płaszcze i inne ubrania szyte z tkanin bawełnianych o różnym splocie.

Co jest dla Ciebie najważniejsze przy projektowaniu nowej kolekcji? Gdzie są produkowane ubrania? Czy Twoje kolekcje t edycje limitowane?

Tworzę krótkie serie, nowe kolekcje powstają kilkanaście razy w roku. Zmieniają się tkaniny. Bluzy powstały w kilku tysiącach egzemplarzy, każda była inna. Z kolei przy płaszczach mamy całą paletę kolorów, ale klasyki jak czarny czy czerwony sprzedają się bardzo dobrze, więc powielam je. Jeśli wiem, że coś się sprzedaje, znalazło uznanie klientek to powtarzam kroje bez obaw, że były w zeszłym sezonie. Wszystkie ubrania są szyte w szwalniach w Krakowie.

Na co dzień BOHO można kupić w Twoim sklepie Krakowie. Od miesiąca również w Warszawie. Skąd pomysł uruchomienia sklepu w stolicy?

Sprzedajemy głównie przez internet. W Krakowie na Krowoderskiej 22 i Warszawie na Mysiej 3.

Od pierwszego miesiąca działalności sprzedawałam głównie w Warszawie, mam tam najwięcej klientek. Stąd moje częste wizyty w stolicy, staram się być w Warszawie co najmniej raz na dwa miesiące.

Pamiętam, że zimą uruchomiłaś wędrujący sklep Boho. Opowiesz mi coś więcej na temat tego projektu? Jakie miasta odwiedziłaś?

Odwiedziłam Warszawę, były to różne punkty: Dzik, Miłość Kredytowa, Nocny Market i Nowy Teatr. Byłam też w Poznaniu na Święcie Kwiatów organizowanym przez magazyn Usta. Aranżuję udostępnianą mi przestrzeń. Jadąc, nie chodzi tylko o handel, lecz po pierwsze o spotkania z klientkami, po drugie o to, żeby przewieźć kawałek naszego sklepu wraz z dywanami, kwiatami i drzewnymi dekoracjami.

Które miasto jest bardziej boho? Warszawa czy Kraków?

Trudne pytanie (śmiech). Tak naprawdę najbardziej boho są Bory w Jaworznie, skąd pochodzę. Totalnie! Nawet poświęciłam dwie kolekcje zainspirowana domem. Chodzi również o wartości, dom jest najważniejszy. Cała otoczka, żeby pachniało ciastem, że praca nie jest najważniejsza, aby umieć znaleźć balans między pracą a domem. Mnie się to udało dopiero po 5 latach. Teraz pracuję dużo mniej niż kiedyś. Nie chodzi mi o ilość godzin, bo to się nie zmieniło. Pracując z innymi nie muszę już poświęcać tyle uwagi i energii co kiedyś, żeby wytłumaczyć o co mi chodzi, bo bardzo zrozumiałe jest to, co chciałam pokazać swoją marką. Wyszłam ze wszystkich spółek, w które po drodze wchodziłam. Nie mam podejścia biznesowego. Nie wszystko co robię jest opłacalne. Czasami robię coś dlatego, że chcę umocnić pozycję marki.

Slow life jest teraz bardzo trendy. Znając Ciebie odnoszę wrażenie, że ty żyjesz w rytmie slow od zawsze?

Nie podoba mi się ta nazwa, bo to jest tak naturalne, albo się to ma w sercu albo nie. To jest po prostu dobre, proste życie.

Slow life ma nutkę snobizmu, a to nie o to chodzi. U mnie w domu był ważny czas spędzany razem, była ciepła, rodzinna atmosfera domu. Często jeździliśmy z rodzicami na koncerty, w naszym domu była bardzo ważna muzyka. Muzyka uwrażliwia.

Mam slow food, bo mam super chleb, mam super masło. Moi teściowie mieszkają na Podhalu, kupujemy tam mięso, jajka z rzetelnego źródła. Moja mama robi kozie sery, mój tata hoduje zielone.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Z serca, z domu. Ja mam duże wyczucie trendów. Niestety, bo to nie jest coś za czym dążę.

Moim problemem jest czasami falstart, bo robię coś wyprzedzając trendy. Zrobiłam 4 lata temu dzwony i dopiero teraz schodzą, tak samo spodnie z wysokim stanem. Klimat w stylu Meg Ryan z lat 90-tych.

Czy masz swoje ulubione blogi, strony, konta na instagramie?

Uwielbiam Jeanne Damas. Ostatnio przepadam za Francuzkami. Caroline de Maigret, też Francuzka. Lubię kobiety po 40-tce, z Ameryki, z Francji.


Twoja ikona stylu?

Kora. Dziewczyny w filmach Woody Allena są zawsze super ubrane. W Vicky Cristina Barcelona Penelope Cruz była 100% boho, w białych, zwiewnych kieckach. Scarlett Johanson też fajnie wyglądała w dopasowanych dżinsach, zwykłym swetrze i prostym, białym t-shircie. Nie była modnie ubrana, ale tak archetypiczno-zwyczajnie.

Gdzie ubiera się Małgosia Bochenek? Jakie są Twoje ulubione sklepy?

W Ciuchlandzie i w BOHO. Wydaję pieniądze na perfumy, torebki, buty i bieliznę. Czasami pozwalam sobie na większe szaleństwo w net-a-porter.com.

Jakie są twoje ulubione perfumy?

Molecule i Byredo. Lubię te z niszowych perfumerii.

Świetnie rozwijają się firmy produkujące ubrania dla dzieci. Myślisz o zaprojektowaniu kolekcji dla najmłodszych?

Tak, myślę o tym. Mam z tym duży problem dlatego, że płacę za uszycie bluzy dokładnie tyle samo, co za wersję dla dorosłego, a nie mam serca sprzedawać dziecięcych ubranek za więcej niż 140 pln. W związku z tym nie opłaca mi się to, bo muszę zużyć prawie tyle samo tkaniny. To są tkaniny recyklingowe, więc chodzi również o wartość dodaną jaką jest unikatowość.

Kolekcja dla mężczyzn?

Mamy w ofercie koszule dla mężczyzn.

Jakie jest Twoje największe  marzenie zawodowe? Gdzie widzisz BOHO za 5-10 lat?

Jest dobrze tak jak jest. Gdybym mogła tak funkcjonować przez najbliże 20 lat, to byłabym bardzo szczęśliwa. Chciałabym, żeby BOHO wyszło za granicę. Musiałabym znaleźć odpowiednią osobę, dzisiaj już wierzę, że jest to możliwe. Udało mi się znaleźć wspaniałą dziewczynę, która u mnie pracuje. Karmena była wielką fanką i klientką BOHO, poznałyśmy się w Charlotte, obsługiwała mnie. Teraz jest moją prawą ręką. Klientki bardzo ją lubią, stworzyła atmosferę taką, jak sobie wyobrażałam.

Jakie miejsca najczęściej odwiedzasz w Warszawie?

Beirut i Kraken, tam lubię wyjść wieczorem na wino. W ciągu dnia jestem zazwyczaj w biegu, więc wpadam na śniadanie lub kawę do Green Caffè Nero. Byłam ostatnio na śniadaniu w SAM’ie. Lubię też Dzika.

Przeczytałam w jednym z wywiadów, że pracowałaś kiedyś jako stylistka w Warszawie. Warszawa bardzo się zmieniła w ciagu ostatnich kilku lat. Wyobrażasz sobie powrót na stałe tutaj?

Tak, to było 9 lat temu. Warszawa była całkiem inna niż jest teraz. Pracowałam jako stylistka, to była ciężka praca, nie miałam znajomych i bardzo źle to wspominam. Wyobrażam sobie, ale nie chcę. W Warszawie na wszystko potrzeba więcej czasu i pieniędzy, są większe odległości. Musiałabym więcej pracować. Tutaj mam bliskich. Bardziej myślę o wyprowadzce do Jaworzna.

Co się najbardziej zmieniło według Ciebie w Warszawie?

Miejsca. Powstało milion super miejsc, do których można iść. Fajne jest to, że można wychodzić z dziećmi.

Dziękuję Ci bardzo i życzę powodzenia!